W polskich salonach dyskusyjnych rzadko pada nazwisko, które nie wywoływałoby natychmiastowej reakcji – albo obronnej, albo pogardliwej. Michał Rachoń należy do tej wąskiej grupy osób, które stały się swoistym skrótem myślowym dla całych nurtów politycznych. Dla jednych to dziennikarz oddany sprawie, dla innych symbol upadku obiektywizmu w mediach publicznych. Tak silne emocje wokół konkretnego człowieka z mikrofonem warto jednak potraktować jako sygnał o czymś znacznie szerszym niż tylko kariera jednostki.
Przez lata telewizja publiczna w Polsce przechodziła różne metamorfozy, ale mało który okres był tak silnie kojarzony z konkretnymi twarzami jak czas, gdy na antenie TVP gościły programy prowadzone właśnie przez Rachoń. Formaty takie jak „Warto Rozmawiać” zgromadziły wierną widownię, ale też stały się punktem zapalnym dla krytyków zarzucających stacjom jednostronność. Co ciekawe, sam fakt istnienia tak polaryzującej postaci nie jest wyjątkowy na tle światowym. Wiele krajów zmaga się z pytaniem, gdzie kończy się rola dziennikarza, a zaczyna funkcja partyjnego trybuna.
Zamiast jednak zamykać się w narracji o winie lub niewinności konkretnego prowadzącego, przyjrzyjmy się mechanizmowi. Widz włączający telewizor o określonej porze szukał potwierdzenia swojego światopoglądu. Rachoń, jako profesjonalny komunikator, potrafił nadać temu ton, który rezonował z oczekiwaniami dużej grupy obywateli. To nie jest zjawisko wyłącznie polskie – wystarczy spojrzeć na krajobraz medialny w USA czy Wielkiej Brytanii. Jednak w Polsce, gdzie media publiczne mają misję ustawową, taka symbioza z jednym obozem politycznym zawsze będzie budzić pytania o przeznaczenie abonamentu i neutralność państwowej instytucji.
Po roku 2023, wraz ze zmianą krajobrazu politycznego, wiele twarzy Telewizji Polskiej zniknęło z głównej anteny lub zmieniło miejsce pracy. Dla wielu obserwatorów to moment oddechu i powrót do pluralizmu. Dla innych – dowód na to, że media zawsze będą zakładnikiem aktualnej władzy, niezależnie od tego, kto akurat stoi po drugiej stronie kamery. W tym kontekście Michał Rachoń staje się niemal literackim symbolem: człowieka, który wpisał się w pewien system tak mocno, że trudno dziś oddzielić go od oceny samego systemu.
Jako czytelnicy i widzowie powinniśmy wyciągnąć z tego konkretną lekcję. Nazwiska przychodzą i odchodzą, ale nasza tendencja do szukania prostych podziałów w mediach pozostaje. Jeśli chcemy rzetelnego dziennikarstwa, musimy przestać nagradzać tych, którzy jedynie potakują naszym przekonaniom, i zacząć wymagać od instytucji publicznych prawdziwej różnorodności głosów – nie tylko wtedy, gdy akurat zgadzamy się z rządem.
Gdy telewizja staje się trybuną. Przypadek Michała Rachoń
Source: HotArticle
Original link: https://www.hotarticle24.com/ntwoqsrl