Gdy w październiku 2023 roku media obiegła wiadomość o śmierci Jana Englerta, w polskiej świadomości zapanowała cisza innego rodzaju niż ta, która towarzyszy odchodzeniu celebrytów. To nie była bowiem tylko strata znanego twarzy z ekranu. To było poczucie, że odchodzi ktoś, kto stanowił fundament naszej kulturyowej tożsamości. Englert był bowiem nie tylko aktorem – był instytucją, żywym pomnikiem polskiego teatru i kinematografii, który swoją postawą definiował, czym w ogóle jest etos artysty.
Jego obecność na scenie i ekranie zawsze miała ciężar. Nawet gdy milczał, potrafił przyciągnąć uwagę widza w sposób, który sprawiał, że w sali nikt nie odważyłby się zaszeleścić. To rzadka umiejętność w dzisiejszym świecie, przeładowanym hałasem i szybkimi cięciami. Englert nie musiał krzyczeć, by być słyszalnym. Jego głos, o tej charakterystycznej, nieco rdzennej barwie, oraz sposób dykcji sprawiały, że wypowiadane przez niego słowa nabierały znaczenia niezależnie od kontekstu. Czy grał w "Potopie" Andrzeja Wajdy, czy w nowoczesnych serialach, zawsze wnosił do roli coś więcej niż tekst – wniósł swoją wewnętrzną godność.
Trudno jednak ograniczyć jego spuściznę tylko do ról filmowych. Jan Englert był w sercu człowiekiem teatru. Jego praca z młodym aktorami w Akademii Teatralnej oraz lata spędzone na kierowaniu Teatrem Narodowym to dowód na to, że rozumie on teatr nie tylko jako miejsce spektaklu, ale przede wszystkim jako szkołę życia i rzemiosła. W czasach, gdy kariera często opiera się na chwytliwym marketingu, Englert konsekwentnie bronił klasycznych wartości. Uczył, że teatr wymaga dyscypliny, pokory i ciągłej pracy nad sobą. Dla wielu pokoleń adeptów sztuki aktorskiej był autorytetem, whose opinii nikt nie kwestionował, nie z lęku, lecz z szacunku.
Co ciekawe, ta powaga, którą emanował, nie czyniła go postacią odległą czy niedostępną. Jego autorytet budził respekt, ale jednocześnie był "autorytetem ludzkim". W wywiadach i rozmowach często wykazywał się dużą dozą dystansu do siebie i swojego fachu. Mówił o wypaleniu, o trudnościach zawodu, o tym, że aktor to nie demiurg, a człowiek pracy. Ta szczerość i brak pychy czyniły go bliskim widzom, którzy szukali w sztuce prawdy, a nie iluzji. W ostatnich latach życia, mimo choroby, nie rezygnował z pracy. Scena była dla niego miejscem, w którym czuł się najlepiej – chyba jedynym, które w pełni go definiowało.
Dzisiaj, gdy patrzymy wstecz na jego dorobek, widać wyraźnie, że Jan Englert był ostatnim z pokolenia gigantów, którzy wiązali swoją artystyczną karierę z pewną wizją Polski i kultury. Jego role często oscylowały wokół postaci historycznych, przywódców, ludzi moralnie kruchych, ale stojących na straży pewnych wartości. Był aktorem idealnym do grania bohaterów z ambicjami, ponieważ sam w życiu dążył do doskonałości.
Odejście Jana Englerta zamyka pewien rozdział w historii polskiego teatru. Jego jednak testament pozostaje z nami nie tylko w nagraniach archiwalnych czy filmach. Pozostaje w postawie, jaką prezentował – w tym, że sztuka ma znaczenie, że słowo może ważyć tyle, co czyn, a że godność jest wartością nadrzędną zarówno na scenie, jak i poza nią. Wspominając go, warto pamiętać nie tylko o wielkich rolach, ale o tym, kim był jako człowiek, który kochał swój zawód i służył mu z pełnym oddaniem.
Jan Englert. Powaga i magia teatru, które zostaną z nami na zawsze
Source: HotArticle
Original link: https://www.hotarticle24.com/5ipo6qvi