Gdy w 1995 roku polscy żołnierze wchodzili do Bośni i Hercegowiny w ramach misji pokojowej IFOR, niewielu zdawało sobie sprawę, jak głęboko te dwa kraje zwiąże wspólna europejska przyszłość. Trzy dekady później relacja między Polską a Bośnią i Hercegowiną wygląda zupełnie inaczej niż wtedy, gdy warszawskie tramwaje zbierały datki na pomoc humanitarną dla oblężonego Sarajewa.
Dziś to połączenie nie wystarcza jednak do zbudowania prawdziwego partnerstwa. I choć oba kraje dzielą formalnie europejska perspektywa — Polska jako członek Unii Europejskiej i NATO, Bośnia i Hercegowina jako oficjalny kandydat do UE od grudnia 2022 roku — rzeczywistość bilateralna pozostaje znacznie uboższa niż obietnice polityczne.
Pustka po handlu
Wartość polskiego eksportu do Bośni i Hercegowiny oscyluje wokół 300-400 milionów euro rocznie. W skali całego polskiego handlu zagranicznego to kropla w morzu. Dla porównania: eksport do Czech, kraja o zbliżonej liczbie mieszkańców, przekracza 15 miliardów euro. Nawet w stosunku do Słowenii, najmniejszego państwa byłej Jugosławii, Polska sprzedaje znacznie więcej.
Ta asymetria ma swoje przyczyny. Bośnia i Hercegowina pozostaje państwem rozdartym wewnętrznie, z dwoma podmiotami federacyjnymi i trzynastoma rządami w strukturze politycznej. Dla polskiego przedsiębiorcy oznacza to biurokratyczny labirynt, w którym łatwiej zginąć niż znaleźć partnera handlowego. Dodatkowo rynek bośniacki, z populacją niewiele przekraczającą 3,3 miliona, oferuje ograniczoną skalę, a infrastruktura transportowa — szczególnie połączenia kolejowe przez tereny górzyste — pozostaje problematyczna.
Niemniej pewne nisze istnieją. Polskie firmy budowlane i konsultingowe odnajdują się w projektach finansowanych przez Unię Europejską w ramach pre-akcesyjnego wsparcia. Polskie doświadczenie w transformacji systemowej, prywatyzacji i adaptacji do prawa unijnego ma w Sarajewie i Banja Luce swoich zainteresowanych.
Wspólne doświadczenie transformacji
Ciekawym, rzadko eksplorowanym wątkiem jest paralela historyczna między obydwoma krajami. Polska i Bośnia i Hercegowina doświadczyły w XX wieku podobnych traum: okupacja, zniszczenie elit, próby budowy społeczeństwa obywatelskiego na gruzach autorytarnego systemu. Różnica polega na czasie — Polska rozpoczęła swoją transformację w 1989 roku, Bośnia i Hercegowina dopiero po zakończeniu wojny w 1995.
To opóźnienie tworzy zarówno dystans, jak i możliwość. Polscy eksperci z Ministerstwa Finansów czy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów regularnie uczestniczą w programach doradczych dla bośniackich urzędników. Polska Akademia Dyplomacji prowadziła szkolenia dla przyszłych dyplomatów z Sarajewa. Te inicjatywy pozostają jednak niewidoczne w przestrzeni publicznej obu krajów.
Diaspory, które nie istnieją
Intrygującym zagadnieniem jest prawie całkowity brak migracji między dwoma krajami. Polska diaspora w Bośni i Hercegowinie to zaledwie garstka misjonarzy, kilku specjalistów i przypadkowych emigrantów. Bośniacka diaspora w Polsce jest jeszcze mniej widoczna — w przeciwieństwie do Chorwatów, Serbów czy nawet Albańczyków, którzy stopniowo budują swoją obecność w polskich miastach.
Ta pustka ludzka ma konsekwencje. Nie istnieją polsko-bośniackie organizacje kulturalne, nie ma wymiany studenckiej na większą skalę, brakuje nawet regularnych połączeń lotniczych — obecnie żadne linie nie oferują bezpośrednich rejsów między Warszawą a Sarajewem, trzeba przesiadać się w Wiedniu, Monachium lub Zagrzebiu.
Sarajewo jako europejski test
Dla Polski relacja z Bośnią i Hercegowiną nabiera jednak znaczenia w szerszym kontekście polityki europejskiej. Warszawa, szczególnie po 2015 roku, aktywnie opowiadała się za zaangażowaniem w Bałkany Zachodnie jako element budowania sojuszy wewnątrz UE i przeciwdziałania dominacji niemieckiej i francuskiej w polityce europejskiej. Bośnia i Hercegowina, podobnie jak Serbia czy Czarnogóra, stała się polem, na którym Polska mogła demonstrować swoje zaangażowanie europejskie bez konieczności bezpośredniej konfrontacji z Berlinem czy Paryżem.
Jednocześnie polska polityka wobec Sarajewa ujawnia pewne ambiwalencje. Z jednej strony deklaracje poparcia dla integracji europejskiej Bośni i Hercegowiny, z drugiej — brak entuzjazmu dla głębokich reform konstytucyjnych, które Unia Europejska uważa za warunek postępu negocjacji. Polska, sama borykająca się z problemami praworządności, nie jest zainteresowana nadmiernym krytykowaniem wewnętrznych tarć bośniackich.
Przyszłość w cieniu niepewności
Obecna sytuacja geopolityczna zmienia również rachunek interesów. Rosyjska agresja na Ukrainę przypomniała Europie o kruchości pokoju na jej wschodnich i południowych rubieżach. Bośnia i Hercegowina, z jej własnymi nierozwiązanymi napięciami etnicznymi i rosnącym wpływem rosyjskim w Republice Serbskiej, staje się przypomnieniem, że stabilizacja Bałkanów Zachodnich to nie zakończony rozdział, ale ciągle otwarta kwestia.
Polska, sama narażona na wschodnie zagrożenia, może w tej sytuacji odnajdywać nowe motywacje do angażowania się w bośniacką stabilizację. Nie jednak z przekonania o głębokich więzach z Sarajewem, lecz z rozpoznania, że europejska architektura bezpieczeństwa jest indywidualną całością, w której słabość jednego elementu osłabia wszystkie pozostałe.
Relacja Polski z Bośnią i Hercegowiną pozostaje więc w znacznej mierze potencjałem niezrealizowanym. Dwa kraje, które mogłyby wiele zyskać na wzajemnej wymianie — od doświadczeń transformacyjnych po kooperację gospodarczą — kontynuują w istocie formalny kontakt, podsycany okazjonalnymi wizytami politycznymi i deklaracjami bez realnego zaplecza instytucjonalnego. Czy to wystarczy w obliczu wyzwań, które przed Europą stają, to pytanie, które władze obu krajów wciąż zbywają milczeniem.
Polska – Bośnia i Hercegowina: Dwie Ścieżki, Jedna Europejska Przestrzeń
Source: HotArticle
Original link: https://www.hotarticle24.com/2f9oqy4s